„Mamifest”, czyli mamy rządzą krajem

Kobiety są silne, przebojowe, mają sporą cierpliwość i wykazują się gotowością w mierzeniu się z przeciwnościami losu, typowe mistrzynie organizacji, które godzą potrzeby wszystkich członków rodziny, planują codzienny jadłospis, ustalają harmonogram dnia, spieszą uśmierzyć ból rozbitego kolana, wspierać proces gojenia złamanego serca, następnie pomagają w odrabianiu lekcji, odwożą na zajęcia dodatkowe, zachwycają się kolejnymi osiągnięciami i nigdy nie mają dość – kochają bezgranicznie i każdego dnia na nowo mierzą się z tym samym.

mamifest front

Dlaczego właśnie one – mamy – doświadczone przez los na wiele różnych sposobów nie miałyby rządzić światem? Przecież w porównaniu z tym, z czym się mierzą, nic nie jest niemożliwe.

Właśnie taki pomysł towarzyszył Lidzie Green w stworzeniu „Mamifestu”. Autorka powołała do życia trzy bardzo różniące się od siebie kobiety, na co dzień przyjaciółki, które postanowiły zrobić coś szalonego – wystartować w wyborach, całkowicie bez zaplecza, doświadczenia, jakiegokolwiek poparcia, tylko z ogromną wiarą, że marzenia, potrzeba zmian – są wystarczające, by ruszyć zastygłą machinę. Czy im się udało? Czy weszły do parlamentu?

Książkę niespodziewanie dobrze się czyta, sylwetki kobiet i ich losy bardzo wciągają – przede wszystkim dlatego, że są bardzo realne, wydarzenia zapadają w pamięć, niektóre wątki wzruszają. Jest temat – zdrady, trudności z zajściem w ciąży, nieuleczalnej choroby, hospicjum dla dzieci, starości, Alzheimera- wszystkim towarzyszy szczegółowa analiza i zaskakujące wnioski, jakie przynosi życie.

To wielka zaleta, że autorce na kartach jednej powieści udało się poruszyć tyle tematów i żadnego nie potraktować po macoszemu. Powieść została tak skonstruowana, że nie sposób nie przywiązać się do trzech niezwykłych matek. Szkoda tylko, że wydarzenia zaprezentowane na kartach nie wydarzyły się naprawdę i że w rzeczywistym świecie zazwyczaj nie starcza determinacji i możliwości, by na większą skalę zadbać o lepsze jutro.

Dorota, mama pięcioletniej Oliwii i dwuipółletniej Paulinki, orędowniczka zdrowego rozsądku w wychowywaniu dzieci. Nie znosi wypowiedzi o idealnych niemowlakach, które od pierwszych tygodni przesypiają całe noce, nie grymaszą przy jedzeniu, nigdy nie miewają kolek i złych humorów. Dzieci są tylko dziećmi. Mają prawo do gorszych dni. Tak jak ich rodzice. Uwielbia wspólne chwile z mężem i córkami. Każdego dnia uczy się, jak być trzeźwo myślącą matką.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.