Jestem leniwą mamą. Ty też?

Jak to się dzieje, że Twoje dziecko jest tak bardzo samodzielne? Znasz to pytanie?

Nic prostszego, po prostu pozwalam mu na to. Nie wyręczam, nie biegam za nim z jedzeniem, nie wciskam do ust równo pokrojonych kęsów, ba, nawet powstrzymuje się, by za nie nie pogryźć (no tu to jestem nie tylko leniwa, ale złośliwa nawet). Pozwalam poczuć swojemu dziecku frustrację, złość i smutek. Nie usuwam wszystkich kłód spod nóg. Wiem, że życie musi być wesołe, ale i też skomplikowane. Gdy idzie zbyt gładko, nie sposób odbierać cennych lekcji, niezbędnych do dalszego samodzielnego funkcjonowania.

Dlatego gdy maluch się przewraca, nie podrywam się z krzesła. Patrzę prosto w oczy i wysyłam wsparcie na odległość. Dlatego moje dziecko nie boi się, wstaje, otrzepuje rączki i idzie dalej. Nieraz nabije sobie guza, obetrze kolano. Gdy jest źle, przytuli i biegnie dalej, machając mamie na do widzenia. O to przecież chodzi, żeby odkrywać świat i odczuwać go wszystkimi zmysłami. Dlatego jestem leniwa, bo nie mam zapędów, by odbierać własnym dzieciom frajdę z codziennych lekcji serwowanych przez życie.

leniwa mama

Tak jak Anna Bykow, psycholog, która napisała.

Leniwa mama…

„Jestem leniwą mamą!
Jestem też egoistyczna.
Ponieważ chcę, żeby moje dzieci były samodzielne, kreatywne, odpowiedzialne i przejawiały inicjatywę.
Pracuję w przedszkolu i wielokrotnie mam okazję obserwować nadopiekuńczość rodziców.
Pamiętam trzyletniego szkraba. Jego mama uważała, że maluch musi koniecznie wszystko zjadać, bo schudnie. Nie wiem, w jaki sposób był zmuszany do jedzenia w domu, ale do nas trafił z zaburzeniami apetytu. Mechanicznie przeżuwał i połykał wszystko, co dostał. W dodatku, trzeba go było karmić, ponieważ mama powiedziała, że sam nie potrafi jeść. Pierwszego dnia go karmiłam, ale zauważyłam, że na twarzy chłopca nie było żadnych emocji – całkowita obojętność: otwiera buzię, przeżuwa, połyka…
– Smakuje ci kasza? – pytam.
– Nie, – odpowiada.
Ale otwiera buzię, przeżuwa, połyka.
– Chcesz jeszcze? – pytam.
– Nie, – odpowiada maluch, ale w dalszym ciągu przeżuwa i połyka.
– Jeśli ci nie smakuje, to nie jedz, – mówię.
Oczy chłopca robią się okrągłe ze zdumienia.
Nie wiedział, że może odmówić…
Początkowo chłopczyk delektował się swoim prawem do odmowy i pił tylko kompot, ale bardzo szybko zaczął jeść sam wszystko, co mu smakowało i odsuwać talerz z jedzeniem, na które nie miał ochoty. Zawsze prosił o dokładkę tego, co lubił jeść. Zaczął być samodzielny i wkrótce przestaliśmy go karmić, ponieważ jedzenie jest naturalna potrzebą, a głodne dziecko zje SAMO.
Jestem leniwą mamą…
Nie chciało mi się karmić swoich dzieci.
Gdy skończyły rok – wręczyłam każdemu łyżkę, siadałam obok ze swoim talerzem i jadłam.
Pół roku później moje dzieci sprawnie jadły widelcem.
Istnieje jeszcze jedna naturalna potrzeba – załatwiania się. Tamten trzylatek robił to w majtki. Jego mama kazała nam chodzić z nim do toalety co 2 godziny.
– W domu sadzam go na nocnik i musi siedzieć, dopóki nie zrobi wszystkiego, – powiedziała mama.
W efekcie w przedszkolu duży już chłopiec czekał, aż ktoś zaprowadzi go do ubikacji. Jeśli się nie doczekał, to załatwiał się w majtki, nie zdając sobie sprawy, że może poprosić kogoś o pomoc… Po tygodniu problem zniknął.
– Chcę siusiu! – oznajmiał szkrab z dumą, kierując się w stronę ubikacji.

Jestem leniwą mamą…
Lubię sobie pospać w dni wolne od pracy.
Pewnej niedzieli obudziłam się po dziewiątej.
Mój syn w wieku 2,5 roku bawił się klockami, jedząc bułkę z dżemem.
Klocki wyciągnął sobie sam, bułkę i dżem też. Kanapkę zrobił mu jego ośmioletni brat, który już wyszedł z domu. Brat wybrał się z przyjacielem i jego rodzicami do kina. Poprzedniego dnia wieczorem powiedziałam mu, że nie mam ochoty wstawać tak wcześnie, więc jeśli chce, to niech nastawi sobie budzik, ubierze się samodzielnie, zje śniadanie i idzie sobie do przyjaciela. No i proszę, nie zaspał…
Oczywiście, ja również nastawiłam sobie budzik w telefonie, nasłuchiwałam jak się zbiera, jak zamyka drzwi, zadzwoniłam do mamy przyjaciela, poczekałam na sms od niej, że dotarł… Ale to wszystko działo się zakulisowo, mój syn nie miał o tym pojęcia.
Poza tym, moje lenistwo powoduje, że nie sprawdzam jak spakowany jest tornister, czy w plecaku jest strój na judo, nie suszę jego rzeczy po basenie i nie odrabiam z nim lekcji (o dziwo, uczy się przyzwoicie). Nie wynoszę również śmieci, ponieważ mój syn robi to w drodze do szkoły. Jestem również tak bezczelna, że proszę go o zrobienie mi herbaty i przyniesienie jej do biurka, przy którym pracuję. Podejrzewam, że z roku na rok będę coraz bardziej leniwa…

Dziwna metamorfoza zachodzi, gdy przyjeżdża babcia. Starszy syn natychmiast zapomina, że potrafi sam odrabiać lekcje, odgrzać sobie obiad, pozbierać rzeczy do szkoły. Młodszy nagle boi się sam zasnąć – babcia musi siedzieć obok! Babcia zaś nie jest wcale leniwa…

Dzieci nie są samodzielne, jeżeli jest to wygodne dla dorosłych…”

Anna Bykow

Dlaczego dzisiaj tak niewiele leniwych mam, a tak sporo mam przewrażliwionych na punkcie swoich dzieci? Dlaczego tak sporo z nas nie potrafi wyluzować, spoglądając na sytuację z boku? Skąd taka potrzeba, by stawiać dziecko w centrum, wbrew jego dobru i zaburzać cały dotąd dobrze funkcjonujący system wartości? Dlaczego tak wiele rodzin się rozpada, mężczyzn odchodzi od „idealnych mam”, ale słabych kochanek do kobiet, które odnajdują się w różnych rolach? Dlaczego tak wielu ojców żali się przy piwie w knajpie koledze na eksmisję z łóżka, a oficjalnie z obawy przed całkowitym odrzuceniem milczy?

Może właśnie dlatego, że my kobiety NIE jesteśmy leniwe. Nie pozwalamy własnym dzieciom dorosnąć. Nie chcemy, by były samodzielne, bo jak najdłużej pragniemy być niezastąpione, żeby ukryć potężną pustkę i przerażenie na samą myśl, że kiedyś dziecko będzie wolało towarzystwo kolegów niż nasze? Co się z nami dzieje, że nie potrafimy pomyśleć o sobie, własnym związku i przyszłości, w której dzisiejsze małe dziecko będzie dorosłe?

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Mama pracujaca Mama pracujaca

    Nie dość ,że jestem leniwą Matka to jeszcze ‚złą ” .Gdy dzieci chorują to nie biorę zwolnienia z pracy . Z chorymi dziećmi siedzi Opiekunka . Taka zła i leniwa Matka jestem .