Od jakiego wieku dziewczynka może używać kolorowych kosmetyków?

Wielka akcja promocyjna w znanej sieci sklepów z kosmetykami. W drogeriach w całej Polsce można kupić markowe produkty minimum 49% taniej. Nic dziwnego, że przed stoiskami gromadzą się tłumy.

Mało kto zwraca uwagę na małe dziewczynki, które same….lub w asyście mamy wybierają tusz czy pomadkę. Na oko mają 11-12 lat, niektóre może więcej. Przebierają wśród  cieni do powiek, niektóre sięgają po podkłady.

Sama byłam świadkiem sytuacji, kiedy mama doradzała wybór odpowiedniego podkładu swojej, na oko, dwunastoletniej córce. Przyznam szczerze, że byłam zaskoczona. Ale może nie powinnam?

Powspominajmy

Ósma klasa podstawówki. Koleżanka zafarbowała dwa pasma blond włosów czerwoną bibułą. Uwaga do dzienniczka i nakaz, żeby „zmyła to z głowy”. Dziewczynka spuszcza zawstydzona głowę i cicho przeprasza. W domu myje kilkakrotnie głowę….Niestety kolor z włosów tak szybko nie schodzi…Na kolejnych lekcjach dziewczyna kuli się w kącie, unikając wzroku nauczycielki, a ta z irytacją spogląda w jej stronę.

Dom. Pod nieobecność mamy nakładamy z przyjaciółką cień do powiek. Szminki boimy się ruszyć. Podobnie lakieru do paznokci. Wiemy, że nie wolno. Zresztą cieni też nie, ale te łatwiej zmyć…Gdy napatrzymy się na delikatny makijaż oczu, szybko go usuwamy, tak, żeby mama nic nie zobaczyła, gdy wróci z domu. Starannie odkładamy pudełeczko i wymykamy się z łazienki. Mama się nie orientuje.

Dzisiaj podejście do tematu jest inne. Zdarza się, że kolorowe paznokcie mają już dziewczynki w przedszkolu, bo…to podobno słodkie. W szkole mało kto reaguje na pełny makijaż. Dlaczego? Podobno z obawy, że nauczyciel będzie miał na „głowie” dyrekcję, do której uda się zdenerwowany rodzic dziecka. Bo nie jest tak, jak dawniej. Mama nie zwróci uwagę córce, bo przecież sama dała jej kosmetyki. Współczesna mama pójdzie do nauczycielki i zapyta, czy ta ma jakiś problem i niech zajmie się może tym, za co jej płacą – uczeniem a nie wtrącaniem się do cudzych spraw….

Postarzanie się na siłę…

Gdy mamy kilka lub kilkanaście lat, chcemy dorosnąć. Wiem, bo sama chciałam. Byłam zafascynowana, gdy widziałam nakładającą rano makijaż mamę. Marzyłam o momencie, kiedy sama będę mogła się pomalować.

Dzisiaj ze zdziwieniem patrzę na umalowane nastolatki. Często nieumiejętnie umalowane….które wyglądają zwyczajnie brzydko, dużo starzej i, przepraszam, że to napiszę, tandetnie. Niektóre chcą ukryć trądzik, ale robią sobie krzywdę…Im się podoba. Wierzę, bo jeszcze pamiętam, jak podchodziłam do tematu kilkanaście lat temu. Jestem jednak zdania, że rodzic jest po to, by nadzorować i powiedzieć córce – Kochanie, masz jeszcze czas…Nie rób tego.

To przecież niezdrowe

Istnieje mnóstwo opinii na temat konsekwencji zbyt wczesnego stosowania kosmetyków kolorowych. Trzeba bowiem pamiętać, że tak zwana kolorówka nie jest wolna od „chemii”, która może niekorzystnie wpływać na rozwijający się układ hormonalny, źle oddziaływać na delikatną jeszcze skórę dziecka – podrażniać ją, zapychać i powodować niedoskonałości. Nie brak kontrowersyjnych artykułów na temat kancerogennego działania kosmetyków. Znane są wyniki rozpraw sądowych, w których wielkie firmy kosmetyczne były zmuszone płacić ogromne odszkodowania z powodu niebezpiecznego oddziaływania oferowanych przez nie kosmetyków…

Zabronisz? To sama się umaluje

Niektórzy rodzice wychodzą z założenia, że dorastający nastolatek i tak zrobi po swojemu, dlatego zamiast zabraniać, lepiej uczestniczyć w wyborze kosmetyków i mieć wpływ, na to, jak dziecko będzie wyglądało. Wszystko po to, żeby uniknąć sytuacji malowania buzi za szkołą byle jak i szybko…Czyli wybiera się wyjście – pod kontrolą rodzica, ale z umiarem. Pomocne mogą być w tym temacie hipoalergiczne kosmetyki kolorowe, często naturalne, które polecane są dzieciom. Mają one delikatny skład, wzbogacone są w witaminy i minerały. Niektóre z nich można stosować już od 3 roku życia.

Jednak czy to na pewno dobry wybór?

Co o tym sądzicie?

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Monika Monika

    kosmetyki kolorowe od 16 roku życia…nie szybciej

  2. Kinia Kinia

    a później rosna lalunie…ech

  3. Marlena Marlena

    Ja jak mialam 8lat zakladalam mamy szpilki bralam jej torebke , podchodzilam do szafki z kosmetykami i sie malowalam (uwielbialam brazowa pomadke ) … (Oczywiscie wszystko dzialo sie w domu pod okiem mamy ) i swietnie sie wtedy bawilam.. Na dwor wszystko mama zmywala a pierwszy makijaz mialam w 1kl gimnazjum :P Nie wiem co w tym takiego dziwnego .

  4. Beata Beata

    Ja strasznie dziękuje mamie za ten zakaz, dzięki temu miałam zdrową cerę, a nie tonę podkładu na twarzy, jak rówieśniczki. Zdecydowanie łatwiej było mi zaakceptować siebie taką jaka jestem. Dzięki temu, makijaż jest dla mnie, w dorosłym życiu, czymś od święta co poprawia mi nastrój, a nie uzależnieniem bez którego czuje się brzydka.

  5. Weronika Weronika

    Moja mama zabraniała mi się malować- zwłaszcza do szkoły. Ciułałam drobne po pare miesięcy i kupowałam sobie tandetne błyszczyki, ohydne, perłowe cienie i nakładałam wszystko w szkole, a po powrocie ze szkoły zmywałam makijaż. Wyglądałam w tym okropnie.
    Pamietam też jak mama mojej koleżanki pozwoliła jej młodszej siostrze w wieku gimnazjalnym na zrobienie dredów. Postawiła tylko warunek: w wakacje możesz je zrobić i tylko wtedy nosić. Zanim wrócisz do szkoły będziesz musiała ściąć włosy. Siostra koleżanki miała przepiękne włosy do pasa. Finalnie w dzień robienia dredów zrezygnowała z pomysłu, jak przemyślała to ile zajęło jej zapuszczenie włosów do tej długości i zadbanie o ich urodę.
    Wierze, że warto mieć do swojego dziecka trochę zaufania. Wydaje mi się, że można porozmawiać z dorastającym dzieckiem i ustalić jakieś kompromisowe rozwiązanie. A na pewno, kiedy zauważy się pojawianie się makijażu, warto pokazać co i jak nakładać, żeby nie szpeciło i zadbać o jakość tego, co dziecko nakłada na twarz. Może w ramach prezentu urodzinowego dla młodej pasjonatki umówić ją z profesjonalistą? Kto wie, może właśnie w dziecku wykluła się pasja i to będzie jego życiowa droga- zostanie świetnym makijażystą?
    Oczywiście uważam, że nakładanie podkładu na młodziutką buzie, ciemne kreski i krzykliwe cienie u ośmiolatki to gruba przesada, ale już trzynastolatka z wytuszowanymi rzęsami i błyszczykiem idąca z koleżankami do kina?

  6. Agata Agata

    Zawsze tak było, ja też pierwsze próby makijażu mialam w 7 i 8 klasie , (czasem jakas emalia na paznokciach), ale raczej po lekcjach , bo u mnie w podstawówce farbowanie wlosow, kolczyki w dziwnych miejscach itp bylo tępione .Zawsze to bylo i będzie , tylko niektóre z nas zapomnialy. A ja wcale nie nasladowalam swojej mamy, bo ona sie nie maluje

  7. Monika Monika

    Z kosmetycznego punktu widzenia są większe zbrodnie. Z wychowawczego również. Trochę dystansu..