Dyscyplina na całe życie Dr Ray Guarendi

Jest to jeden z najbardziej szczegółowych podręczników dla rodziców, jakie miałam okazję przeczytać. Bardzo konkretny, tłumaczący krok po kroku, prawie łopatologicznie, jak radzić sobie z chyba najtrudniejszym obowiązkiem rodziców: z dyscyplinowaniem. Z drugiej strony jest to również bardzo odważna publikacja. Głosząca niepopularne dzisiaj tezy. Sprzeciwiająca się trendom rodzicielstwa bliskości, zakładającym, że dziecko wychowywane w miłości nie potrzebuje kar. Dr Ray ma odmienne zdanie. W jego opinii dyscyplina, słowo „nie” oraz kontrola to najlepszy dar, jaki możemy dać dziecku.

„Dyscyplina na całe życie” to książka, którą redakcja sosrodzice.pl otrzymała do zrecenzowania od wydawnictwa Mateusza. Na ponad 300 stronach Raymond N Guarendi, praktykujący psycholog kliniczny, specjalizujący się w problematyce rodzinnej oraz wychowywaniu dzieci i młodzieży, autor wielu książek i artykułów, prostym językiem i wieloma przykładami tłumaczy rodzicom, w jaki sposób radzić sobie z: kłamstwem dziecka, napadami agresji, jęczeniem, marudzeniem, kłótniami z rodzeństwem, robieniem bałaganu, słabymi ocenami, przeklinaniem, itd. Odpowiada na pytania, dając jasne wskazówki, co trzeba robić w określonych sytuacjach. Niekiedy przedstawia wręcz listę koniecznych działań, rozwiewa wątpliwości i wyprzedza ewentualne pytania.

Właściwie we wszystkich odpowiedziach jest konsekwentny w jednym. Z całą stanowczością twierdzi, że same słowa w dyscyplinowaniu nie wystarczą. Te powtarzane kilkakrotnie stają się z czasem niesłyszane.

Przekonuje, że za słowami muszą iść czyny, czyli: chwila w odosobnieniu dla dziecka, przymusowe siedzenie na krześle przy stole, czy napisanie wypracowania na określoną liczbę słów. Z czasem, gdy dziecko zdobywa pewność, że za określone przewinienie czeka je określona kara, rodzic, według doktora Raya, może poprzestać na dyscyplinowaniu słowem lub spojrzeniem.

Im bardziej rodzic jest konsekwentny w swoim działaniu, tym rzadziej musi dyscyplinować. Zasada ta wydaje się prosta, rozsądna i dająca nadzieję.

Idea dyscyplinowania dzieci po lekturze tej książki generalnie wydała mi się godna uwagi. Argumentację również odebrałam jako rozsądną. Nie do końca przekonały mnie natomiast polecane przed dr Raya metody, w tym możliwość zarobienie pieniędzy przez dzieci za wykonywanie obowiązków domowych i z drugiej strony – ich utrata w określonej ilości za określone przewinienie. W wielu momentach metody dr Raya sprawiały wrażenie przesadzonych i dość staroświeckich (o ile to dobre słowo). Przykładowo tam, gdzie dr Ray daje wskazówki odnośnie randkowania nastolatków i łączy pójście na randkę w wieku 14 lat z szybkim rozpoczęciem współżycia.  Zestawianie tych dwóch faktów oraz obawa przed nastoletnimi skutkami interesowania się płcią odmienną wydała mi się mocno przesadzona. Podobnie jak powiązanie posiadania przez nastolatków własnego telewizora w pokoju z samym złem…

Co ciekawe dr Ray wskazuje, w jaki sposób dyscyplinować zarówno nastolatków, jak również małe (kilkuletnie dzieci). Obala mit buntu dwulatka, wyraźnie zaznaczając, że w jego ocenie nie jest on niczym nadzwyczajnym w konfrontacji z problemami, które następują później.

Daje też ciekawe propozycje rozwiązania problemu złego zachowania w samochodzie lub poza domem, kiedy rodzice często czują się bezradni. Zauważa, że w przypadku niektórych dzieci (około czteroletnich i starszych) sens ma ponoszenie konsekwencji za przewinienia wtedy, kiedy możliwe jest nałożenie kary. Nie zgadza się on ze stwierdzeniem, że dyscyplina ma sens, jeśli będzie następować od razu po złym zachowaniu. Jasno argumentuje, że po prostu nie zawsze jest taka możliwość i dziecko musi spotkać kara wtedy, kiedy można ją wyegzekwować.

Na koniec warto przedstawić krótkie credo dr Raya:

  • Dyscyplina to miłość wyrażona w działaniu. Przez osoby dziecku najbliższe i najlepiej mu życzące. Dyscyplina ze strony rodziców pozwala uniknąć gorzkiej dyscypliny ze strony świata.
  • Dyscyplina opiera się na działaniu, nie na słowach. Dyscyplinować trzeba konsekwentnie, a będzie można dyscyplinować coraz rzadziej.
  • Nowe i modne sposoby wychowania nie są lepsze od zdrowego rozsądku. Warto ufać instynktowi i temu, co czujemy, że w danej sytuacji warto zrobić.
  • Dyscyplinując, rodzice powinni być pewni tego, co robią. Każdy popełnia błędy, jednak zbyt duże skupienie się na możliwości ich popełnienia, podkopuje pewność siebie i sprawia, że rodzice są niekonsekwentni.
  • Dyscyplina jest prosta. Wystarczy poznać kilka zasad. Jest jednak też trudna – trzeba ciężko pracować, by postępować w z góry określony sposób.
  • Złe zachowanie dzieci mają we krwi. Każdy rodzic musi się przygotować na złe zachowanie, które trwa nie tylko kilka miesięcy, ale lata. Starania zawsze wynagradzane są z czasem.
  • Dyscyplina rodzi opór – większy lub mniejszy. Rolą rodzica jest stawianie oporu swoim dzieciom.
  • Każde dziecko potrzebuje innej częstotliwości dyscyplinowania. Mądry rodzic także pod tym względem współpracuje z dzieckiem.
  • Jeśli rodzic jest dobry, jest niezrozumiany.  Nie tylko przez dzieci, ale przez dorosłych – własnych rodziców, rodzeństwo, przyjaciół. Musi liczyć się ze sprzeciwem, starając się wychować dziecko na dobrego człowieka.

 

Parę słów podsumowania

Dr Ray stworzył książkę, która może budzić zdziwienie, może wydawać się dziwna, staroświecka i nie pasująca do współczesnego świata. W moim odczuciu jest ona jednak godna uwagi. Nie dlatego, że lubię osoby, które potrafią iść pod prąd i pisać coś, co może nie jest popularne, ale co jest na pewno potrzebne, ale dlatego, że sama w obliczu coraz nowszych trendów rodzicielstwa mam spore wątpliwości, w którą stronę to wszystko zmierza. „Dyscyplina na całe życie” mimo tego że jest momentami przesadzona, to może stać się receptą na coraz częstszy problem dzieci, które kompletnie nie słuchają swoich rodziców, co gorsza – nie słuchają i nie liczą się ze zdaniem nikogo.

Dorota, mama pięcioletniej Oliwii i dwuipółletniej Paulinki, orędowniczka zdrowego rozsądku w wychowywaniu dzieci. Nie znosi wypowiedzi o idealnych niemowlakach, które od pierwszych tygodni przesypiają całe noce, nie grymaszą przy jedzeniu, nigdy nie miewają kolek i złych humorów. Dzieci są tylko dziećmi. Mają prawo do gorszych dni. Tak jak ich rodzice. Uwielbia wspólne chwile z mężem i córkami. Każdego dnia uczy się, jak być trzeźwo myślącą matką.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. wiola wiola

    Zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki. Mam 3 synów w wieku 12, 10 i 6 lat i często zdarza mi się, że nie wiem co zrobić w danej sytuacji, jak spowodować żeby robili to co trzeba.

    • Dorota Dorota

      Wiola, kto nie ma takich problemów…;) moja córka ma 15 miesięcy i też czasami mam wrażenie, że nie wiem, co robić ;) mimo że jest taka mała to już staramy się ją „wychowywać”. Oczywiście na tyle, na ile jej wiek na to pozwala :) Myślę, że książka może rozwiać wiele Twoich wątpliwości.

      • Zofia Aleksandra Żuczkowska Zofia Aleksandra Żuczkowska

        O Boże – 15 miesięczne dziecko i wychowanie! Coś przerażającego dla mnie. Też chciałam kiedyś „wychowywać” moje dzieci – i gdybym przed siedmiu laty nie pojechała do Skandynawii uczyć się rozmowy i kontaktu z nimi, zamiast manipulowania wychowaniem – nie wiem jak wyglądałoby dziś nasze życie. Dziewczęta czytajcie Alice Miler, czytajcie Juula i szukajcie swojej własnej drogi – zaufajcie Waszym dzieciom! One patrzą na Was z zachwytem i ufają Wam bezgraniczne. Nie warto tego niszczyć.

        • natalia k. natalia k.

          A kiedy należy wychowywać dziecko? Kiedy rozpocząć? Kiedy idzie do zerówki, czy na studia?? Pani Zofio, chyba Pani już zapomniała, ile potrafią małe dzieci…

    • Zofia Aleksandra Żuczkowska Zofia Aleksandra Żuczkowska

      A co to jest, to co trzeba?

  2. Ewa Ewa

    chętnie przeczytałabym taki poradnik :) dostępny w księgarniach?

  3. madzik madzik

    a ja proponuję przeczytać coś więcej poza tą pozycją bo mnie ta recenzja nie przekonuje, metody również, jestem zwolenniczką rodzicielstwa bliskości i sposobów wychowania Sersów, mój synek ma 2 lataka i jak na razie u nas to się świetnie sprawdza

    • natik natik

      Madzik, a sugerujesz, ze autorka tego artykułu nic innego nie czytała? :) ciekawa jestem jak te dzieci wychowane w rodzicielstwie bliskosci beda sie zachowywac za pare lat, w okresie dojrzewania. to jest dopiero test dla kazdego rodzica.

  4. Zofia Aleksandra Żuczkowska Zofia Aleksandra Żuczkowska

    Nie mogę nie zareagować na recenzje Doroty. Jej teksty budzą mój smutek i coraz większe zdumienie. Chciałabym więcej szacunku dla ludzi, dla dzieci, dla rodziców. Nie zgadzam się z opiniami na temat „intuicji” rodziców i racjonalnego wychowania, o ile polega ono na dyscyplinowaniu, karach i manipulacji dzieckiem. Już samo założenie, że dziecko „ma złe zachowania we krwi” jest dla mnie nie do przyjęcia.
    Na prawdę chcesz Doroto wychować swoją córkę na kogoś w postawie chłopca na okładce tej książki? Czy faktycznie chcesz, żeby twoja córka wykonywała wszystko co chcesz, tylko dlatego, że ty tego chcesz, a ona nie ma możliwości wypowiedzieć swojego zdania?
    W innym miejscu polecasz książki „Jak słuchać dzieci..”, a kwestionujesz niewątpliwy autorytet Jesper Juula. Brakuje mi spójności w twoich refleksjach.
    Proponuję Ci sięgnąć do prac dr. Haima Ginnota – twórcy nurtu spopularyzowanego przez Mazlish i Faber. Powiedział niezwykle mądre zdanie, które polecam do refleksji wszystkim rodzicom – „dzieci zachowują się źle – kiedy źle się czują”. One nie są złe z natury ani złośliwe, potrzebują jedynie wsparcia i szacunku dla swojego sposobu postrzegania świata. Moim zdaniem wzmacnianie słabości rodziców – poprzez osądzanie i krytykowanie naturalnych reakcji dziecka – to ścieżka w maliny.
    Nie wierzę w „intuicję” rodziców, którzy wybierają dyscyplinę jako środek wychowawczy. „Dyscyplina” jako postawa wobec dziecka łatwo przeradza się w przemoc. Kij i marchewka to zbyt popularne u nas metody. Większość z nas została tym złamana. Nawet jeśli fizycznie nie dostawali razów kijem – to rodzicielska manipulacja w celu zaspokojenia potrzeb dorosłych a nie dziecka także jest przemocą.
    Jeśli „dyscyplinujące” wychowanie w dzieciństwie, jakiego doznało pokolenie obecnych rodziców, byłoby efektywne – dziś nie szukaliby desperacko wsparcia w poradnikach o wychowaniu i nie gubiliby się zachwycenie nad przeróżnymi sprzecznymi wobec siebie tezami na temat wychowania.
    Mieliby być może odwagę żyć w autentycznej relacji z dziećmi i podążali z nimi ścieżką wzajemnego więc także ich własnego rozwoju.
    Ja jednak zachęcam rodziców do uważnej lektury książek Jesper Juula. Nie tylko do ich czytania i komentowania, ale spróbowania rzetelnego dialogu z dzieckiem i z sobą i do kontaktu z ludźmi i wreszcie ofiarowania dziecku i sobie zrozumienia dla ludzkich uczuć i potrzeb.
    .

    • sosrodzice sosrodzice

      Zofio Aleksandro, dziękujemy Ci za komentarz. Każdy jest dla nas cenny. Miło nam, że teksty publikowane na tej stronie inspirują do dyskusji. Artykuł, który komentujesz to recenzja książki, a nie osobiste wskazówki Autorki artykułu, jak należy wychowywać dziecko. Czy sięgnęłaś po recenzowaną książkę, że tak kategorycznie się od niej odcinasz i w tak zdecydowany sposób wyrażasz swoje zdanie na temat tej publikacji? Polecamy zajrzeć do książki… Pozdrawiamy!

    • ola K ola K

      A ja recenzje uwazam za cenną i nie rozumiem Pani oburzenia!!

    • kinia kinia

      dyscyplina jest ważna tak jak miłość i zaufanie. nie mylmy pojęć!!

    • frog frog

      Bardzo płytko postrzega Pani dyscyplinę, jako zjawisko o czysto negatywnym oddźwięku. Proponuję zapoznać się z książką dr Raya, a przekona się Pani, że może to być zjawisko POZYTYWNE

      • Milena Milena

        pozwolę sobie dodać, że nie czułabym się dobrze gdyby to mój mąż mnie „dyscyplinował” wg credo dr Raya. swoją córkę od narodzin traktuję dokładnie tak samo, jak sama chciałabym aby, traktowała mnie osoba, która mnie kocha. i powiem Państwu, że dzisiaj moja córka ma prawie 7lat, nigdy nie przeżyłam u niej żadnych ataków złości, złośliwości, oporu i buntu. krzyki, awantury, ataki tzw. histerii również są mi obce. mam z nią cudowny kontakt, oparty na bliskości i zaufaniu. uważam, że przeżywane przez dzieci różnego rodzaju tzw. „ataki” są najczęściej przejawem różnych braków i zaniedbań.
        nie chcę nikogo atakować ani oskarżać. jedyne co chciałabym napisać to to, że zamiast tzw. „dyscypliny” wystarczy, czasem tylko na chwilę, zanurzyć się w świat naszego dziecka, zobaczyć co robi… co może czuć… jak wygląda ten świat, który ogląda swoimi małymi pełnymi ufności do nas oczami. wówczas porozumienie-kontakt, które zdobędziemy z naszym dzieciakiem zastąpi wszystkie rady i porady mądrych ludzi tego świata. wszystkim Rodzicom jak również i sobie, życzę z całego serca przede wszystkim cudownego kontaktu ze swoim dzieckiem. każdy z nas tego kiedyś pragnął będąc „małym”, ale nie każdy dostał.

        • Dorota Dorota

          Śmiem stwierdzić, że relacja żona-mąż a matka-dziecko jest trochę inna…Nie sposób jej porównywać ;)

          • NATALIA NATALIA

            Zgadzam się, podpisuje się, kiwam głową i nie dowierzam, że ktoś może porównywać relacje między rodzicami do tych między rodzicem a dziećmi??? Czy ja czegoś nie wiem czy świat wariuje??

    • Iwona Iwona

      Zgadzam się z Zofią w 100 procentach.Ale takie wychowanie wymaga większej wiedzy i zaangażowania rodziców.Łatwiej dać karę. Gorąco polecam książkę pozytywna dyscyplina Jean Nelsen która w październiku ukaże się w Polsce.

Zobacz również