„Daleko jeszcze – czym zająć dzieci w czasie podróży?”

komentarzy: 41

Kilka dni temu odbyliśmy dwuipółgodzinną podróż. Córka nie miała zamiaru zmrużyć oka. Przeciwnie, na początku z przejęciem obserwowała otoczenie, powtarzając, „trumtumtumtum”, co miało oznaczać, że jedziemy do zoo, zobaczyć słonia, by po kilkudziesięciu minutach okazać zmęczenie. Półtora roku to nie jest jeszcze czas na łamigłówki, rebusy oraz obserwowanie obrazków w celu znalezienia różnicy, jednak już na śmieszne rymowanki tak. Dlatego książka „Daleko jeszcze? Czym zająć dzieci w czasie podróży” schowałam do torebki. Sprawdziła się.

Podróż z dzieckiem

Podróż z dzieckiem to spore wyzwanie. Zwłaszcza jeśli w samochodzie przychodzi nam spędzić więcej niż godzinę, półtorej. Maluchy szybko się niecierpliwią i koszmarnie nudzą. Gdy są starsze i dodatkowo postanawiają nie spać (nawet bardzo zmęczone, co na przykładzie naszej córki się potwierdziło), mamy pole do popisu. Być może godzina śpiewania, gilgotania oraz wymyślania różnych historyjek to dla jednych mało, dla innych sporo. Fakt, że chyba każdy rodzic ma „punkt zapalny”, po którym choćby chciał inaczej dalsza podróż staje się trudna i męcząca. Trzeba wtedy działać i bardzo sprawdzają się pomysły z zewnątrz, które pozwalają spokojnie i w dobrych humorach dotrzeć do celu.

Z dzieckiem w samochodzie – walczymy z nudą

Książka „Daleko jeszcze” Marcina Przewoźnika to dobry przewodnik dla rodziców czterolatków i starszych dzieci w mniejszym stopniu młodszych. Składa się z kilku części.

W pierwszej znajdziemy wierszyki i piosenki umilające drogę, w drugiej zabawa przenosi się za okno, autor przedstawia kilka niezawodnych recept, jak umilić podróż maluchom, potem są gry i zabawy, labirynty, rebusy, szyfry, krzyżówki oraz obrazki, które zachęcają do tego, by znaleźć różnicę.

Na uwagę zasługują także obrazki, które są proste i ciekawe: zachowane w jednym kolorze oraz dalekie od tandety.

Daleko jeszcze-czym zająć dzieci w podróży | sosrodzice

Uwaga, mamy dla Was niespodziankę!!
Napiszcie w komentarzach, jakie są Wasze sposoby na nudę w samochodzie.
Do 3 osób, które pozostawią najciekawsze odpowiedzi – wyślemy książki „Daleko jeszcze -czym zająć dzieci w podróży”.
Na Wasze odpowiedzi czekamy do 29 czerwca.

Szczegółowy regulamin dostępny tutaj.

Dziękujemy Wydawnictwu Zielona Sowa za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego oraz egzemplarzy konkursowych.

Dorota, mama trzyipółletniej Oliwii i rocznej Paulinki, orędowniczka zdrowego rozsądku w wychowywaniu dzieci. Nie znosi wypowiedzi o idealnych niemowlakach, które od pierwszych tygodni przesypiają całe noce, nie grymaszą przy jedzeniu, nigdy nie miewają kolek i złych humorów. Dzieci są tylko dziećmi. Mają prawo do gorszych dni. Tak jak ich rodzice. Uwielbia wspólne chwile z mężem i córkami. Każdego dnia uczy się, jak być trzeźwo myślącą matką.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  1. Aldona

    Był taki okres w naszym życiu kiedy wyjeżdzalismy zza granice. Do Holandii zwykle jechalismy 8 godzin…. w tym czasie podrózowalismy z 1,5 rocznym synkiem. Dzieki Bogu-niebiańskie dziecko ma tak,że po godzinnej jeżdzie zasypia….ale kiedy i to zawodziło miałam przy sobie jego ukochana Żabkę Kermita, bajeczki ktore mu pokzywałam. spiewałam piosenki lub puszczałam z telefonu nasze ulubione hity i jakos pomagało:)

  2. Julia

    Jak byłam dzieckiem zajęciem w podróży zawsze było liczenie krów mijanych wzdłuż drogi. Ponieważ jeździłam z bratem jedna strona należała do niego, druga do mnie. Ten element rywalizacji pomagał mamie zawieźć nas do celu, oddalonego nawet 200-300 km. Dzięki tej zabawie nauczyłam się liczyć bardzo szybko… Kto by przecież chciał przegrać ze starszym bratem, bo umie liczyć tylko do 10? Poza tym on zawsze oszukiwał ! :)

  3. aka

    My w czasie drogi liczymy samochody, ale tylko jednego koloru, robimy zgadywanki, gramy w kolory „Widzę coś niebieskiego” – druga osoba zgaduje co to jest; bawimy się, kto pierwszy zobaczy krowę, bociana itp., szukamy rejestracji z daną cyferką i ku grozie taty – kierowcy śpiewamy :)

  4. monika06

    zawsze zabieramy ‚lale-zuzię” ukochaną przytulankę i w drogę.Pomimo tego, iż córcia bardzo lubi jeździć i tak szybko się nudzi,a nawet czasami zasypia.
    Niunia podróżuje na przednim siedzeniu, bo często jeździmy same i tak nam wygodniej,
    najczęściej oglądamy drzewa,domy,niebo,słońce ale cóż to jest dla rocznego dziecka???nuuuda!!! zwykle sprawdzają się osłonki przeciwsłoneczne, w kształcie kotków i one są w stanie zdziałać cuda;))) Niunia sie nimi bawi, całuje, pokazuje nosek, oczka, buzie, robimy a-kuku, nie ma dzidzia, nie ma mamy chowamy się przed słoncem, miauczymy jak koty i śpiewamy żeby kotki zasnęły…i tak szybko dojeżdzamy do celu.często też sprawdza się mój portfel z tysiącem przegródek i kolorami tęczy, a wczoraj hitem były moje zwykłe czarne długie korale;)dziecka fantazja nie zna granic;)

    • nula

      tak, pluszaki są świetne w podróży. można się przytulić, można „pogadać”, czy odegrać scenki. :)

  5. bela

    Na dalekie podróże rozwiązaniem jest też zamontowanie na zagłówku specjalnego samochodowego monitora. Można wtedy oglądać np. bajki. ;)

  6. miraga

    Mój sposób na nudę dla mojego dziecka nie jest raczej zbyt edukacyjny, wymyślny i twórczy, a powstał spontanicznie podczas podróży z naszą dwuletnią córcią do babci. Gdy już po około 45 min jazdy na całego zaczęła „jęczeć”, że nie chce siedzieć w foteliku, podałam jej gazetkę reklamową jednego ze sklepu. Akurat przed wyjazdem wyjęłam plik ze skrzynki na listy i przez przypadek włożyłam do auta. I tu nasze ogromne zdziwienie, bo córcia zaczęła z wielkim zainteresowaniem oglądać każdą ze stron i sięgać po kolejne ulotki. I na całe szczęście przez resztę drogi mieliśmy już błogi spokój.
    Zastanawiałam się dlaczego książeczki nie zdają takiej samej roli i już wiem. Po prostu się jej znudziły, a gazetki są ciągle nowe i bardzo kolorowe. Na coś się w końcu przydały. :)

  7. Anna

    My jadąc z naszym 10 miesięcznym synkiem w dalszą podróż, gdy już mu się znudzi zabawa zabawkami, obserwowanie widoków za oknem czy też ciągnięcie osłonki przeciwsłonecznej zamontowanej na szybie bocznej – bawimy się w naśladowanie. Polega to na tym,że ja albo mąż mówimy, śpiewamy lub naśladujemy różne odgłosy np. zwierząt, wymawiamy proste wyrazu w zabawny sposób a nasze dziecię usilnie stara się je powtórzyć z lepszym lub gorszym skutkiem ale zabawę ma przy tym niesamowitą, zwłaszcza jeśli uda mu się w miarę poprawnie powtórzyć :))

  8. agf

    Wiem już, że gdy z dzieckiem w podróż się wybieram,
    bardzo pojemną torbę przede wszystkim zabieram.
    W niej ubranko zapasowe, kubeczek z piciem, jakiś mały posiłek,
    by mieć „na wszelki wypadek” i by dużo siły i energii miał nasz mały osiłek.
    Zabawki w podróży mają ogromne wzięcie,
    musimy zadbać o dziecka naszego zajęcie!
    Mam więc grzechotkę, co ma kolorowe kuleczki, zmienia kształt i dźwięki wydaje,
    czasem, jak synek dawno jej nie widział, to na dłuższy czas się nadaje.
    Obowiązkowo gryzaczek jakiś by dziąsełka nie swędziały, a maluch się uspokoił,
    do tego jego ulubiona przytulanka, by się nie niepokoił.
    Zawsze książeczkę też mam ze sobą, co ją już zna,
    bo uwielbia się przyglądać jak się mu ją czyta.
    Ale nawet bez zabawek można dziecko w podróży zajmować-
    wystarczy w a-kuku się bawić i za jakimś ubraniem chować.
    Albo piosenkę śpiewać, albo po piętkach łaskotać czule,
    wszystko zależy od tego jak basze dziecko znosi podróży bóle ;)

  9. Joanna

    Pewnie jak wiekszosc mam napisze,ze podczas podrozy stostuje rozne triki, aby ‚dojechac szczesliwie do celu';-) Mimo,ze mam prawo jazdy to maz zawsze siada szybciej za kólkiem, bo zdaje sobie sprawe ze moze przypasc mu ta ciezka rola ‚wspanialomyslnego Dobromira’, ktory przez dwie godziny zabawia nasza pocieche. Tyle trwa droga na kawe do rodzicow, ktorych nierzadko odwiedzamy. 10cio miesieczny bobas potrzebuje sporo bodźców i ciaglych atrakcji zeby przetrwac… Wiec w ciagu w/w czasu zdaze zaspiewac wszytkie nasze piosenki, jest tez ‚idzie rak’ i slawny kominiarz ze sroczka ktora ważyla kaszke. W torbie mam ksiazeczki, bo mala je uwielbia, wiec czytam i ogladamy wspolnie. Na krotko corka zainteresuje sie jakims pluszakiem, no chyba ze uroczo z kazdego miejsca fotelika robi jej akuku:-) Dobra na kilka minut do zabawy i przelewania jest tez butelka z piciem, ktora maz zabiera zawsze w podroz. Niestety to, co za oknem w ogole poki co nie interesuje moja corke. Wiec musi znalezc sie tez czas na tzw. wyglupy i dziwne miny. Widac, ze poki co corka ma wyjatkowe poczucie humoru ;-), bo najwiecej radosci sprawia jej jak podstawia mi swoje stopki do wąchania,a wszystko to ma powodowac na mojej twarzy kwasna mine ;-) Choc przyznam sie,ze ostatnio kiedy wbralismy sie w dluzsza podroz, zawiodlam… Pod koniec drogi, a jeszcze nie na mecie zabraklo mi pomyslow na zabawy. Po prostu wyczerpaly sie… Obecnie szkolę sie w dodatkowych rymowankach i wzbogacam swoj repertuar o nowe piosenki, zeby byc gotowa na wszystko i na dluzej:-)

  10. Kaśka

    Moj sposób by moja półtoraroczna córeczka Malwinka nie nudziła sie w czasie podróży jest zabawa poprzez ogladanie obrazków róznego rodzaju zwierzątek a najbardziej kucyków które uwielbia. Ale tez słuchanie piosenek dla dzieci przez co jest bardzo wesoło i wspólnie klaszczemy pod rytm piosenki. Staram sie cały czas do niej mowic pokazywac rózne rzeczy co sie dzieję przez okno by jej jak i nam szybko zleciał czas.

  11. Mmm

    Ja staram sie zajac dziecko odrazu zeby nie mial czasu na nude. Na wakacje wyjezdzamy zazwyczaj bardzo wczesnie ,dlatego najpierw maluch sie przespi a jak sie budzi zaczynamy od czegos spokojnego -liczymy znaki.,kiedy to sie znudzi wlaczamy muzyke dla dzieci-i razem spiewamy :) Mamy tez zabawki ktore gadaja i dizecko przez pewien czas sie i tym zajmuje. Spiewanie z pokazywaniem np oczka nosek bardzo maluchowi sie podoba.
    Bawimy sie tez kto pierwszy ten lepszy kazdy po kolei wybiera sobie np czerwony samochod i kto pierwszy go zobaczy zwycieza.Na koniec daje dzieciom slodkie niespodzianki zazwyczaj sa to cukierki ,wiadomo czekolada w podrozy moze zaszkodzic dlatego np kazdy jakiegos cukierka dostanie w nagrode:)

  12. Mmm

    Jesli jezdzimy na wycieczki z maluchami zazwyczaj wyjezdzamy wczesnie rano wiec dzieci troszke pospia.Kiedy sie obudza odrazu cso wymyslam zeby nie zaczely sie nudzic i popiskiwac. A wiec zaczynamy od liczenia znakow ,dzieciaki jeden przez drugiego wyliczaja !
    Czesto tez spiewamy ,wlaczamy muzyke z piosenkami ktore znaja i spiewamy i pokazujemy np nos oczy itd ,swietnie sie przy tym bawimy.Zabieramy tez zabwki ktore troche dzieci zajmuja. Strzalem w dziesiatke jest zabawa kto pierwszy ten lepszy ! Jedna osoba wymysla np czerwony samochod i kazdy ze skupieneim sie rozglada gdzie moze byc jesli akurat przejezdza to jest wielka radosc i jeden przez drugiego krzycza tam tam! po takim konkursie jest slodka niespodzianka -zazwyczaj jest to jakis cukierek owocowy -wiadomo za duzo slodkosci w podrozy nie mozna dzieciom dawac :) Zawsze staram sie wymyslec cos nowego. Kiedy jest to dluga podroz i trzeba robic przerwe staramy sie wybrac takie miejsce gdzie est jakis plac zabaw lub jakas inna atrakcja dla dzieci :)

  13. Kamila

    Mam dwa ulubione zajęcia w samochodzie. Moja Mała ma 10 miesięcy – jedno zajęcie to impra na całego:) „Jest Kaja jest imprezka”- śpiewamy, tańczymy, piszczymy. Każda tak jak potrafi:) Jest wesoło. Druga opcja by zająć Kaję to przedstawienie. Zawsze z nami podróżują miś i inne zabawki, dzięki nim można zrobić fajne przedstawienie które zawsze zajmuje moją Małą.:)

  14. aga

    Ja moim dzieciom organizuje zawody typu, :kto po swojej stronie znajdzie więcej żółtych domów, zielonych samochodów, piesków, pań z wózkami. itp. W to można bawić się bez końca, a dzieci mają frajdę nawet na kilka godzin.

  15. kaki76

    ogladamy krajobraz za oknem odgadujemy marki aut jakie jada po drodze i sluchamy ulubionej muzyki

  16. molanka

    Gdy mama i tata wesoło śpiewają, wszystkie dzieci w samochodzie dobrze się zabawiają, zabawa w rymowanie, to także ciekawe zadanie, wesoły samochód przez Polskę jedzie, do ciekawych miejsc po drodze też zajedzie, pokażmy dzieciom Polskę naszą całą, zabawę będą miały niemałą, niezapomnijmy o piciu i pysznych kanapkach, latem możemy pomyśleć o truskawkach, gdy dzieci jedzeniem będą zajęte, nie będą przez chwilę takie „natrętne”, można wymyśleć nie jedną bajkę, można też zabrać cymbałki, fujarkę, ważne by pomysłów była cała moc, wtedy można jechać nawet przez całą noc.

  17. martyna

    Nasz dwulatek jest fanem motoryzacji i fascynuje go wszystko co z tym związane więc pokazywalismy mu zawsze rózne znaki drogowe, różne rodzaje pojazdów i teraz to on całą drogę opowiada co widzi do momentu gdy nie zaśnie;)
    Paza tym zawsze mamy książeczki w aucie, zabawki do rozkręcania itp.

  18. weronika

    „Gromadzimy w jakimś woreczku czy torebce różne przedmioty. Dziecko wyciąga je po kolei i próbuje odgadnąć do czego każdy służy. Możemy zachęcić je do tego aby wymyślało inne zastosowanie tych znanych na co dzień przedmiotów.

    Słówka i zabawki
    Kładę przed dzieckiem kilka zabawek . Po chwili, wyraźnie wymawiając słowa, pytam: „Gdzie jest samochód?” (lub inna zabawka). Jeśli maluch nie weźmie zabawki do rączki daje jej ją i powtarzam nazwę
    Zabawa łączy umiejętności słuchania i patrzenia dziecka. Pomaga również budować związki znaczeniowe między słowami a przedmiotami.Czasem śpiewamy sobie znane melodyjki z bajek, pokazujemy zdjęcia lub
    ilustracje, naśladuje głos zwierzęcia, jakie widać na obrazku. Pytam, np.: „Jak robi krówka?”. I odpowiadam wesoło: „Muuu…”. Maluszek dzięki jednoczesnemu oglądaniu obrazków i słuchaniu zwierzęcych
    głosów poznaje świat jednocześnie zmysłami wzroku i słuchu, a do tego znakomicie się bawi.
    A podróż w tak uroczej atmosferze minie bardzo szybko.”

  19. kamila123

    „Jesteśmy z mężem bardzo aktywnymi osobami i zapalonymi podróżnikami,dlatego od pierwszych dni życia naszej córeczki przyzwyczajaliśmy ją do jazdy samochodem. Oczywiście na początku były to zwykłe wspólne zakupy,wizyty u znajomych czy krótkie eskapady za miasto,jednak nigdy w czasie jazdy nie ulegałam naciskom maluszka i nie wyjmowałam go z fotelika. Dziewczynka choć była zbyt mała by zrozumieć, że zachowaniem mamy kierują względy bezpieczeństwa, szybko pojęła zasady panujące w trakcie podróży i dostosowała się do nich. Dzisiaj jest 3 letnim żywym wulkanem energii, który zwykle nie potrafi usiedzieć w miejscu ani minuty – jednak w samochodzie jej zachowanie zmienia się nie do poznania.
    Oczywiście staram się umilić jej czas, jednak uważam, że najważniejsze jest to, aby dziecko zrozumiało, że podróżowanie samochodem wiąże się z obowiązkowym i bezdyskusyjnym siedzeniem w foteliku. Oczywiście staramy się z mężem często zatrzymywać, by dzieciątko mogło troszkę pobiegać, pobawić się na powietrzu, pospacerować. Ja dodatkowo zabieram ulubione zabawki małej, śpiewam z nią wesołe piosenki, opowiadam bajki, czytam książeczki, rysuję (zawsze pakuję paczkę kredek i zeszyt). Przydają się też rozmaite wyklejanki, mini-instrumenty muzyczne (my wozimy ze sobą malutkie organki) itp. gadżety, które na dłuższy czas zajmują dziecko. Zawsze też jedzie z nami pluszowy pupil córki-jej ulubiony miś. Dzięki niemu naszej córeczce jest raźniej. Z ogromnym zapałem tłumaczy mu, że w autku trzeba siedzieć w foteliku, bo „tak jest bezpiecznie”, a my, choć śmiejemy się z tych „wykładów”, jesteśmy z niej niezwykle dumni.”

  20. kamila123

    Nasza rodzina to zapaleni podróżnicy,dlatego od pierwszych dni życia naszej córeczki przyzwyczajaliśmy ją do jazdy samochodem. Oczywiście na początku były to zwykłe wspólne zakupy,wizyty u znajomych czy krótkie eskapady za miasto,jednak nigdy w czasie jazdy nie ulegałam naciskom maluszka i nie wyjmowałam go z fotelika. Dziewczynka choć była zbyt mała by zrozumieć, że zachowaniem mamy kierują względy bezpieczeństwa, szybko pojęła zasady panujące w trakcie podróży i dostosowała się do nich. Dzisiaj jest 3 letnim żywym wulkanem energii, który zwykle nie potrafi usiedzieć w miejscu ani minuty – jednak w samochodzie jej zachowanie zmienia się nie do poznania.
    Oczywiście staram się umilić jej czas, jednak uważam, że najważniejsze jest to, aby dziecko zrozumiało, że podróżowanie samochodem wiąże się z obowiązkowym i bezdyskusyjnym siedzeniem w foteliku. Oczywiście staramy się z mężem często zatrzymywać, by dzieciątko mogło troszkę pobiegać, pobawić się na powietrzu, pospacerować. Ja dodatkowo zabieram ulubione zabawki małej, śpiewam z nią wesołe piosenki, opowiadam bajki, czytam książeczki, rysuję (zawsze pakuję paczkę kredek i zeszyt). Przydają się też rozmaite wyklejanki, mini-instrumenty muzyczne (my wozimy ze sobą malutkie organki) itp. gadżety, które na dłuższy czas zajmują dziecko. Zawsze też jedzie z nami pluszowy pupil córki-jej ulubiony miś. Dzięki niemu naszej córeczce jest raźniej. Z ogromnym zapałem tłumaczy mu, że w autku trzeba siedzieć w foteliku, bo „tak jest bezpiecznie”, a my, choć śmiejemy się z tych „wykładów”, jesteśmy z niej niezwykle dumni.”

  21. Bogusława

    LICZENIE KRÓW,DRZEW SPRAWDZA SIĘ TYLKO RAZ,PÓŹNIEJ DZIECKO NIE DA SIĘ NA TO NABRAĆ.MÓJ GENIALNY SPOSÓB – *******WOREK NIESPODZIANKA********
    PRZED PODRÓŻĄ WKŁADAM DO NIEPRZEZROCZYSTEGO WORECZKA,RÓŻNE PRZEDMIOTY,MAŁE ZABAWKI DZIECKA,PRZYBORY KUCHENNE (ŁYŻECZKI,SERWETKI) ,ORZECHY,SPINKI DO WŁOSÓW I WSZYSTKO INNE CO NAM WPADNIE W RĘCE.ZAWIĄZUJEMY,PÓŹNIEJ LEKKO ROZWIĄZUJEMY.DZIECKO WKŁADA RĄCZKĘ I OPISUJE PRZEDMIOT I STARA SIĘ GO ZNALEŹĆ ZA OKNEM,JEŚLI TO JEST MOŻLIWE.ZABAWA NAPRAWDĘ SIĘ NIE NUDZI BO ZA KAŻDYM RAZEM CO INNEGO W WORKU ,NO I ZABAWKI NA WAKACJE SĄ :)

    • sosrodzice sosrodzice

      Drodzy Rodzice, dziękujemy Wam za wszystkie odpowiedzi! Komentarze, których Autorów chcemy nagrodzić książkami „Daleko jeszcze -czym zająć dzieci w podróży?” zostały pozostawione przez osoby podpisujące się jako:Joanna, Agnieszka Zet. oraz Agnieszka. Oczekujcie od nas e-maila z prośbą o dane do wysyłki!

      • miraga_

        Gratki dziewczyny.
        Na sosrodzice zawsze można coś wygrać fajnego.
        Zobaczcie sami jaka u nas koszulka prosto z tego portalu:
        http://miraga80.blogspot.com/2012/07/koszulkowy-trend.html

      • Joanna

        Gratuluję Tej drugiej Joannie:-) A jeszcze do niedawna miałam cichą nadzieję, że to wyróżnienie dotyczy mojej osoby ;-)

        • sosrodzice sosrodzice

          Joanno, na pewno będzie jeszcze wiele możliwości…:)

          • Joanna

            Tak też to widzę. Co chwilę organizujecie jakieś ciekawe konkursy. Fajnie też, że za każdym razem kiedy zerknę na Sosrodzice znajdę coś świeżego do poczytania. Coraz częściej jest też tak, że odpalam komupter aby odebrać pocztę oraz poczytać co nowego na Waszym portalu. :-) Na wiecej nie starcza mi na razie niestety czasu. Dziękuję. Pozdrawiam

            • Dorota Dorota

              Joanno, dziękuję w imieniu całej Redakcji za miłe słowa. :) To my dziękujemy za systematyczne odwiedzanie strony! :)

  22. Joanna

    Temat co prawda zakończony. Ale muszę jeszcze coś wtrącić. Wczoraj miałam okazję wybrać się z małą na godzinną podróż samochodem. Plan był taki, że córka miała słodko spać w foteliku, a ja miałam odprężać się za kółkiem, po długim czasie prowadząc auto. Jak to z dziećmi bywa – stało się zupełnie inaczej ;-/ Mała nie zmrużyła oka, wyglądając na mnie zza fotelika ze zdziwioną miną. Wcześniej pisałam, że nieźle trzeba się gimnastykować jak siedzi się na tylnym siedzeniu z maluchem, wymyślając mu różne zabawy. Byłam nieświadoma ;-) Jakim mistrzostwem jest dopiero prowadzenie samochodu, a z drugiej strony śpiewanie, ‚czytanie bajek’ (dobrze,że większość znam już na pamięć), odpowiadanie na akuku i losowo-bezwzrokowe (wiadomo w ramach bezpieczeństwa) wyłapywanie zabawek z torby leżącej w pobliżu i podawanie dziecku do zabawy. Wszystko oczywiście na minutę.. Oj działo się, a mała była zachwycona. Tylko czekałam aż zacznie się wiercić i wychodzić z fotelika. Ale sprawowała się lepiej aniżeli na tylnym siedzeniu. Najwidoczniej mama mając tyle czynności na głowie ;-) spisała się dobrze. Przy ostatniej bajce (w sumie recytowałam ją już ze trzeci raz zmieniając trochę treść), mała już zasypiała. Co z tego, że dojeżdżałyśmy już do domu? ;-)

    • Dorota Dorota

      Jestem pod wrażeniem. Ja zdecydowanie nie dałabym rady. Prawko zdałam na początku ciąży i jakoś nie miałam czasu zdobyć wprawy, a co dopiero prowadzić i zabawiać dziecko ;) Mam nadzieję, że wszystko przede mną ;)

      • Joanna

        Życzę powodzenia zatem. Choć jako nowicjusz chyba bym nie ryzykowała. Ale Doroto wszystko przed Tobą :-) Już po fakcie ma się nawet niezłą satysfakcję, że się podołało :-) Ostatnie dwa lata zachowuję się również niczym ‚niedzielny kierowca’. Poza tym mąż lubi nas kobietki wozić (tak się tłumaczy)) ;-) i raczej nie dopuszcza mnie do kierownicy. Mam mu to za złe, bo prowadzenie auta zawsze jakoś na mnie dobrze działało. Poza tym dobrze naprawdę jest raz na jakiś czas sprawdzić się w nowej, jakby nie patrzeć, roli. Dla mnie to była megazmiana, zważywszy na fakt, że siedzę cały czas w domu. Mała rzecz, a cieszy :-)

        • Dorota Dorota

          No nie…ryzykować na pewno nie :) Trzeba przejść przez etap samodzielnego prowadzenia, a zwłaszcza pod okiem męża ;) Z czasem można zabrać dziecko i jechać w dwójkę ;)

  23. rozlakaaw

    .Jak wiemy każde dziecko dość szybko się nudzi. W daleka podróż trzeba sobie przygotować cały zestaw atrakcji:) polecam książki,e-boki,bajka na notebooku, maskotki lub po prostu komputer z internetem:) W sieci jest naprawdę wszystko:) Uważam,że moja postawa nie jst mało wychowawcza, bo nic się nie stanie,jak dziecko od czasu do czasu sobie pogra:) zwłaszcza,że pozwoli mu to na”bezbolesne” przeżycie podroży:)

  24. Magdalena (magdamus)

    Odkąd Pamiętam – Tosia uwielbiała bajkowe historie. Myślę, że sporą zasługę w tym ma fakt, iż z poznawanymi bajkami wiążą się też inne nasze ulubione zabawy – także te, które mają miejsce podczas podróży:
    – wymyślanie ciągu dalszego danej bajki – w tym jest bezkonkurencyjna :) nie mogę się nadziwić ilości pomysłów Tosi oraz jej motywacji i entuzjazmu do tworzenia wciąż nowych wątków, zakończeń etc.; dużą radość sprawia Antoninie także przekazywanie tych „nowych – i jej zdaniem – lepszych” wersji bajek swojej młodszej siostrze :)
    – tworzenie rysunkowych ilustracji do ulubionych scen – potem każdy z towarzyszy podróży ma odgadywać, która scena została uwieczniona na rysunku :)
    Inne wersje naszych słownych zabaw w podróży, to:
    – wymyślamy historyjki o ludziach, których widzimy przejeżdżając, np. dokąd jedzie na rowerze ten Pan, albo co ma Pani w tej walizce, gdzie i z kim? (wersja podczas podróży autem)
    – w pociągu bardziej sprawdzają się historie, w odpowiedzi na pytanie: kto mieszka w tym domu?, co ta rodzina je na obiad? Itd.,
    – tworzymy też jeszcze bardziej abstrakcyjne opowiadanie: jedna osoba podaje pierwsze zdanie, druga kolejne, potem znów następna. I tak kolejno każdy podaje kolejne zdanie – ile przy tym śmiechu …
    – młodsza siostra Tosi lubi spoglądać w niebo, obserwować chmury i snuć na ich temat historie :)
    – dziewczynki lubią też na swój własny sposób interpretować znaczenie mijanych znaków drogowych – np.. „Tutaj możesz złożyć życzenia reniferowi św. Mikołaja” albo „”tutaj można zjeść 50 ciasteczek” oraz „uważaj na fruwające auta”
    Inwencji nam nie brakuje – mimo, że dużo podróżujemy – cały czas arsenał wspólnych radosnych zabaw wzbogać się o nowe :) Cieszę się – bo teraz już same dziewczynki podają nowe pomysły :)
    A mnie cieszy każda wspólna chwila – bo przecież są one takie ulotne, radość dzieci, a także to, że mogę przywołać wspomnienia z własnego dzieciństwa , dzieląc się tym światem z najbliższymi. Bajkowo-zabawowa sztafeta między pokoleniami trwa – i niech tak będzie :)

  25. Anna

    DLA starszaka 4,5 roku wybitnie sprawdzaj się książeczki z serii Lego Chima sam sobie je ogląda ale jakiś czas temu nie byliśmy w ich posiadaniu więc zytaam na głos łącznie z pokazywaniem obrazków z( z przedniego siedzenia książeczki np: zuzia jeżdzi an rowerze lub przygody franklina ) słuchał również młodszy 1,5 letni brzdąc. Dużo przekąsek niestety mało zdrowych – jak rureczki czy wafelki i nowa zabawka koniecznie dla malucha taka do skłądania i rozkładania… i jakoś dojedziemy jak jeszcze kilka postojów po drodze bedzie :) Czasem pomagała sparpetka zdjeta z nóżki i maluch sam sie zabawiał stópkami, czasem pomaga spiew albo wygłupy czterolatka w naśladaowanie zwierzatek. pozdawiamy

Ankieta

Co Mikołaj przyniesie Twojemu dziecku?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...
Przeczytaj poprzedni wpis:
Dyscyplina czy łagodność – co warunkuje sukces w życiu dziecka?

Prawie każdy z rodziców planując lub oczekując dziecka, przygotowuje nie tylko pokój, ubranka i zabawki, ale również decydują JAKIMI rodzicami...

Zamknij